Klasztor OO. Bernardynów w Przeworsku - SOS dla ludzi

SOS dla ludzi

Pomagać może każdy – czyli przedświąteczne zamyślenia nad dobrem

Chciałbym na początku w swych przemyśleniach odnieść się do bliskiej mi sprawy i tematyki misji świętych w Kościele, a w zasadzie do form niesionej pomocy ludziom zamieszkującym inne kontynenty. Sprawa o tyle mi bliska osobiście, gdyż sam miałem taką możliwość pracy na kontynencie afrykańskim. Obecnie zajmuje się tym tematem od strony naukowej jako doktorant misjologii w UKSW w Warszawie. W świecie współczesnym są tacy, którzy zastanawiają się czy pomoc misjom, misjonarzom ma sens, czy nie lepiej byłoby pozostawić tych ludzi, aby żyli swoim własnym rytmem. Inni ochoczo wspierają sprawę misji, ofiarując swoje cierpienia, modlitwy, bądź materialnie. Po ludzku sądząc, jedni i drudzy mają rację. Należy jednak zaznaczyć, że chęć pomocy ludziom w krajach misyjnych nie jest tylko sprawą ludzką; nie wypływa ona tylko z przywileju czy ludzkiego pragnienia dzielenia się sercem, ale ma swoje źródło w nakazie samego Chrystusa. „Idźcie na cały świat i głoście Ewangelię wszelkiemu stworzeniu. Kto uwierzy będzie zbawiony, a kto nie uwierzy będzie potępiony” (Mk 16, 15-18). Należy więc tę kwestię rozpatrywać przede wszystkim w kategoriach ludzkiego zbawienia. A jeżeli mówimy o jakieś przygodzie, to zapewne jest to przygoda spotkania Jezusa w drugim człowieku, często ubogim i upodlonym przez ludzką niesprawiedliwość.

Dzieci niosące dary z pomocy zagranicznej.

Wolontariusze jako pomoc dla misji

Jedną z najbardziej podstawowych form pomocy misjom jest wolontariat szeroko znany w innych krajach Europy, w Polsce natomiast wciąż jeszcze nie należący do rozpowszechnionej formy pomocy krajom misyjnym, będąc często kwestią tabu, a nawet nieporozumienia.

Pocieszającym jest fakt, że wiele ludzi pyta mnie, w jaki sposób można wspomóc misje, bądź też o mo­żli­wość wyjazdu jako wolontariusz. Odpowiadam, że jest taka możliwość. Do Zimbabwe – dawnej Rodezji, gdzie pracowałem pośród ludzi Shona, przyjeżdżało wielu naszych rodaków, by swoją pracą czy wsparciem finansowym wspomóc tych, o których wydaje się, że zapomniał cały świat.

Obecność wolontariuszy świeckich przygotowanych fachowo ma szczególną wartość dla posługi misyjnej. Na przestrzeni kilkunastu ostatnich lat do krajów afrykańskich przy wzajemnej ze mną współpracy wyjechało wiele osób. Zazwyczaj wyjeżdżają ludzie młodzi. Ale wyjeżdżali różni. Może to, co teraz piszę będzie dla wielu zdumieniem, lecz jest to fakt – do pomocy w Afryce wyjeżdżali także ludzie niewierzący, wyjeżdżali tylko dla przygody, bo mieli pieniądze i chcieli zobaczyć inny świat, a doświadczenie pracy z ubogimi, chorymi na AIDS, powodowało, że ci ludzie się nawracali, zaczęli korzystać z sakramentów Kościoła i to jest niesamowite. Nie zdarzyło się, by wyjazd kogokolwiek do afrykańskiego buszu nie przemienił choć na chwilę jego życia. Nie znam takiego przypadku. By wyjechać, trzeba też spełnić kilka warunków: zdrowie, komunikatywny język, chęć pomocy ubogim. Każdy z wolontariuszy musi z własnych środków zakupić bilet, natomiast utrzymanie na czas pobytu zapewnia misja, do której zostaje skierowany.

W ostatnim czasie miałem możliwość współorganizować wyjazd do Afryki (Ugandy) w listopadzie 2013 roku. Wyjazd ten był konkretną formą pomocy finansowej dla polskich misjonarzy oraz dzieci z sierocińca, które straciły swoich rodziców. Wyjazd odbył się na zaproszenie i prośbę o wsparcie misjonarzy z Ugandy i za zgodą władz kościelnych. A refleksje dotyczące wyjazdu ukazały się pokrótce, w tygodniu misyjnym, który przypada każdego roku na koniec października. Cieszę się, że takie spotkania w Przeworsku organizowane są od kilku lat właśnie w październiku. Od trzech lat mają także miejsce w przeworskich szkołach. Owocem wyjazdu do Ugandy już stały się powołania nowych wolontariuszy. Obecnie do wyjazdu na misje jako wolontariusz przygotowuje się również jeden lekarz z przeworskiego środowiska, który prosił o anonimowość (co więc czynię). Moim zadaniem – jako duchowego syna św. Franciszka – jest być z każdym, niezależnie czy jest on wierzący, czy też nie.

Spotkanie z wiernymi.

Mam pragnienie, by w Przeworsku powstało stowarzyszenie bądź grupa ludzi, którzy będą pomagać mieszkańcom Czarnego Lądu. Pomagać innym, a przez to i sobie. Bo każda pomoc niesiona innych nie będzie zapomniana.

Dopóki jestem tutaj w Przeworsku, każdy bez wyjątku ma szansę wyjazdu do Afryki jako wolontariusz. Zechciejmy z tej niepowtarzalnej okazji skorzystać. Wszystkim, którzy tę pomoc niosą, niech Bóg błogosławi. I życzę błogosławionych świąt Narodzenia Pańskiego.

Z franciszkańskim pozdrowieniem
Pokój i Dobro!

O. Marceli Gęśla OFM


A wszystkim, którzy postępują sprawiedliwie, dawaj jałmużnę z majętności swojej i niech oko twoje nie będzie skąpe w czynieniu jałmużny! Nie odwracaj twarzy od żadnego biedaka, a nie odwróci się od ciebie oblicze Boga. Jak ci tylko starczy, według twojej zasobności dawaj z niej jałmużnę! Będziesz miał mało – daj mniej, ale nie wzbraniaj się dawać jałmużny nawet z nie­wielkiej własności! Tak zaskarbisz sobie wielkie dobra na dzień potrzebny, ponieważ jałmużna wybawia od śmierci i nie pozwala wejść do ciemności. Jałmużna bowiem jest wspaniałym darem dla tych, którzy ją dają przed obliczem Najwyższego.

Tb 4, 7-11

© 2009 Klasztor OO. Bernardynów w Przeworsku

Powrót